wtorek, 3 stycznia 2017

Czy ja naprawdę tego potrzebuję? O konsumpcjonizmie słów kilka.

Dzisiejszy wpis jest wprowadzeniem do cyklu, którego motywem przewodnim będzie konsumpcjonizm.
Lubię, kiedy wszystko jest klarowne, więc na początku chciałabym zaznaczyć, co mam na myśli, pisząc "konsumpcjonizm". 
Idąc za definicją ze Słownika Języka Polskiego:
konsumpcjonizm, konsumizm «nadmierne przywiązywanie wagi do zdobywania dóbr materialnych»


Erich Fromm, w swoim dziele O sztuce miłości, napisał: "W sferze materialnej "dawać" znaczy być bogatym. Nie jest bogaty ten, kto dużo ma, lecz ten, kto dużo daje. Ten, kto jedynie gromadzi, kto zamartwia się z powodu jakiejś straty, jest w sferze psychicznej biednym, zubożałym człowiekiem, niezależnie od tego, ile posiada."
Uważam, że jest w tym dużo prawdy. Jeśli dla kogoś miarą szczęścia jest ilość posiadanych dóbr materialnych, to jestem prawie pewna, że taka osoba nigdy nie poczuje się w pełni szczęśliwa.
I nie mówię tutaj o tym, że lepiej być ascetą. Zupełnie nie to mam na myśli. Nabywanie przedmiotów jest związane z ciągłym wzrostem apetytu. Im więcej masz, tym więcej chcesz. Po chwili refleksji chyba każdy z Was przyzna mi rację? Masz świetne mieszkanie, super samochód i wymarzoną pracę, więc z wypiekami na twarzy przeglądasz Internet w poszukiwaniu jachtu. Kupujesz sukienkę, torebkę i szybko dochodzisz do wniosku, że przydałaby Ci się również nowa kurtka, buty, a do tego wszystkiego idealnie pasowałby naszyjnik, który niedawno widziałaś na wystawie. Będziesz się z nich cieszyła do czasu, aż znajdziesz nowy obiekt westchnień. Czyli krótko. Nie sposób wysiąść z tej karuzeli. Im dłużej w niej siedzisz, tym szybciej się kręci.



Meik Wiking, dyrektor Instytutu Badań nad Szczęściem w Kopenhadze, w swojej książce Hygge. Klucz do szczęścia opisuje, że kiedy poprosił ludzi o zamknięcie oczu i przywołanie szczęśliwego wspomnienia, dziewięć na dziesięć osób twierdziło, że to wspomnienie związane jest z inną osobą. Nie z przedmiotem. Osobiście mam sentyment do wielu miejsc i przedmiotów. Dlaczego? Dlatego, że przywodzą mi na myśl konkretne osoby i wydarzenia. Bez tych wspomnień owe rzeczy byłyby zupełnie bezwartościowe.

Z czasem okazuje się, że przedmioty, które wydawały nam się niezbędne w momencie ich zakupu, później tylko zbierają kurz, a my nabywamy nowe, coraz więcej nowych rzeczy, które miały nam dostarczyć mnóstwo radości, a z których nie korzystamy. Stajemy się jak Bankier z Małego Księcia, który dążył do tego, żeby posiadać gwiazdy. Posiadać. Dlaczego? Dlatego, że panuje dziwne przekonanie o tym, że dobra materialne świadczą o wartości danego człowieka.
Problem w tym, że wcale tak nie jest. Posiadanie nie uczyni cię dobrym przyjacielem, dobrym mężem czy rodzicem.
Tak, jak wcześniej pisałam, nie chodzi o ascezę. Tu nawet nie chodzi o popularny ostatnio minimalizm. Sprawa dotyczy tego, żeby potrafić odróżnić to, co ma wartość od rzeczy kompletnie bezwartościowych.
Nie ma nic złego w posiadaniu, o ile nie jest to posiadanie samo w sobie. Jeśli kupujesz ekspres do kawy dlatego, że codziennie rano spędzasz poranek z bliską osobą właśnie przy tym aromatycznym napoju i chciałabyś, aby smakował on smaczniej, to wszystko jest w porządku. Jeśli jednak kupujesz go mimo tego, że tak naprawdę pijesz tylko herbatę, ale liczysz na to, że może kiedyś odwiedzi cię ktoś, kto będzie miał ochotę na kawę z ekspresu, to warto się zastanowić nad sensem takiego zakupu. Rozsądna dawka hedonizmu to jeden z wyznaczników zdrowego, "normalnego" człowieka. "Rozsądna" to słowo klucz.

Kilkumiesięczny detoks od nabywania to wspaniały sposób na to, by zrozumieć, jak wielu rzeczy tak naprawdę nie potrzebujemy. Wypróbowałam, polecam :)


Planuję jeszcze kilka wpisów o podobnej tematyce (między innymi wskazówki na temat tego, jak ustrzec się przed konsumpcjonizmem), więc koniecznie dajcie znać, jak Wam się taki pomysł podoba!
Wszystkiego dobrego w Nowym Roku!



14 komentarzy:

  1. Chęć posiadania... w dzisiejszych czasach jest to takie naturalne, a do tego dochodzą internet, portale społecznościowe, gdzie nasi znajomi "chwalą się", a nam wydaje się, że ludzie mają tak świetne życie, to wszystko stawia przed nami nie lada wyzwanie, aby nie popaść w chorobliwy konsumpcjonizm. Ciekawy, i bardzo ważny temat! Pozdrawiam i zapraszam do siebie!

    www.lovethelifeyoulive.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, media społecznościowe odgrywają tutaj dużą rolę - presja, żeby pokazać nowe nabytki - straszna sprawa. :(
      Dziękuję za komentarz :*

      Usuń
  2. Ja ten rok chcę spędzić pod znakiem jednak minimalizmu, bo konsumpcjonizm nieco mnie pochłonął. Ponieważ chciałabym nieco bardziej uporządkować swoje życie - stawiam właśnie na minimalizm.

    OdpowiedzUsuń
  3. Moja znajoma właśnie ruszyła z projektem "Styczeń bez zakupów". Możesz zerknąć tutaj: http://wolniej.com.pl/styczen-bez-zakupow/
    Bardzo podoba mi się takie podejście ! ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie wiem, czy bym potrafiła, choć może właśnie dlatego powinnam spróbować....

    OdpowiedzUsuń
  5. W tym roku planuję zminimalizować ilość kosmetyków (i nie tylko), bo szczerze mówiąc - trochę zaczyna mnie to przytłaczać.

    OdpowiedzUsuń
  6. Konsumpcjonizm naprawdę może być pułapką. Jeszcze nie tak dawno miewałam takie momenty, w których moje dobre samopoczucie uzależnione było od tego ile nowych rzeczy sobie kupię. Czasem zmęczona, po pracy, jechałam do galerii, żeby coś kupić bo wiedziałam, że inaczej cały wieczór będę niezadowolona. Później zaczęłam robić sobie miesięczne zakupowe detoksy, które okazały się być bardzo przydatne, a w międzyczasie zaczęłam zmieniać moje podejście do zakupów. Teraz spokojnie mogę się obyć bez zakupów, a garderobę staram sie tak skompletować, żeby były w niej rzeczy, które są dobre jakościowo i będą mi służyć przez lata, a nie kupione pod chwilowym impulsem. Ta zmiana miała bardzo pozytywny wpływ na mnie, na to jak postrzegam życie i jak chcę nim kierować. Wszystkim polecam aby spojrzeć z boku na siebie i swoje życie i zastanowić się czy czasem nie przegapiamy czegos ważnego, skupiając się na ciągłej chęci posiadania.
    Bardzo trafiony post. Pisz o tym więcej bo w obecnych czasach to na prawdę problem, a piszesz świetnie, aż miło się czyta:)

    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Twój komentarz jest dla mnie niezwykle motywujący :) No i bardzo wartościowy. Cieszę się, że takie osoby jak Ty tutaj zaglądają. Pozdrawiam :*

      Usuń
  7. Nie jestem za całkowitym minimalizmem, choć wielu przydasiów bym się z chęcią pozbyła z życia. Czasem daję się ponieść chęci posiadania (np. kolejnego pięknego kubka termicznego ;) czy kolejnej książki), ale na szczęście zdrowy rozsądek (zwany też wężem w kieszeni) nie daje ulec presji posiadania ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. ja w pewnym momencie wpadłam w szał zakupowy, ale w pewnym momencie się ocknęłam i stwierdziłam, że do nikąd mnie to nie doprowadzi. Teraz staram się przed każdym zakupem zastanowić, czy na pewno warto.
    Co do książki 'Hygge' to ostatnio wszędzie ją widzę i jesteś kolejną osobą, która o niej pisze, chyba się skuszę i też ją przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja miałam taki czas że wszystkie pieniądze które miałam puściłam z dymem ale w końcu zrozumiałam i teraz zastanawiam się nad każdym zakupem do czego mi to jest potrzebne :)
    Mój blog

    OdpowiedzUsuń
  10. Moim zdaniem w ostatnim czasie wiele osób jest ocenianych wg ich ubioru mam na myśli marki ubrania, telefonu, itp. Niektorzy chcąc byc "lubianym" robia najdroższe zakupy możliwe. Osobiście uważam, że każdy powinien korzystać z tego co mu sie podoba, nie patrząc na markę/cenę itp. :))

    OdpowiedzUsuń
  11. To jest taka trochę polska natura. Aby "być" musimy "mieć". Często ludzie oceniają innych według ich stanu majątkowego i taką skalą sami chcą być oceniani. Staramy się o lepszy samochód, bo wszyscy mają - nie ważne, że w sumie auto nie jest nam potrzebne :) Zmywarka do naczyń? Tak - sąsiadka ma to i my kupimy, nie zdając sobie sprawy jaką nam da oszczędność na rachunkach za wodę. Kupimy, bo to jest jakiś chory wyznacznik statusu majątkowego. Znam kilka starszych osób, które posiadają smartfony, z których nie potrafią korzystać, nie znają ich możliwości i obsługa takiego urządzenia wywołuje u nich dużo stresu. Ale mają bo sąsiadka tez ma :)

    Ja preferuję zakupy na miarę moich potrzeb. Ale zdarza mi się też zaszaleć i kupić sukienkę, której prawdopodobnie nie ubiorę, albo włożę raz :) Tylko, że robię to dla siebie - nie na pokaz :)

    OdpowiedzUsuń