środa, 10 sierpnia 2016

Moda na normalność i naturalność (?)

Od dłuższego czasu możemy zaobserwować modę na normalność i naturalność. Producenci kosmetyków z dumą podkreślają, że w ich produktach nie ma chemicznych dodatków, a konsumenci entuzjastycznie reagują na taką informację. Poliester w coraz szerszym gronie odbiorców ma negatywną etykietkę, a kolorowe pisma pokazują, jak wykonać makijaż w stylu "no make-up look". 

Ile to wszystko ma rzeczywiście związku z naturalnością i normalnością?



Bardzo podoba mi się idea świadomego konsumenta - dokonującego przemyślanych zakupów, podchodzącego racjonalnie do nabywanych dóbr. Uważam, że to bardzo ważne, by podejmować decyzje zgodne z naszym systemem wartości; ale czy to, że coraz więcej wśród nas normalsów, kupujących wygodne buty zamiast szpilek, to rzeczywiście kwestia świadomości czy efekt owczego pędu?

Czym tak naprawdę jest normalność? Wydaje mi się, że nie ma jednej, konkretnej definicji tego pojęcia. Niemniej jednak, chodzi o to, by wpisać się w stworzone przez większość normy społeczne. Naturalność, w moim odczuciu, jest luksusem polegającym na pozwoleniu sobie być tym, kim rzeczywiście jesteśmy, jednocześnie wpisując się w normy. 
To, co dostrzegam, zwłaszcza wśród młodzieży, to raczej próba dopasowania się do otoczenia poprzez naśladowanie. Stworzone zostało błędne koło: aby zyskać uznanie i akceptację trzeba posiadać określone przedmioty, robić konkretne rzeczy i zachowywać się w narzucony sposób.

Inspirowanie się jest jak najbardziej w porządku - bardzo fajnie jest czerpać inspiracje od osób, które w jakiś sposób podziwiamy. Człowiek potrzebuje inspiracji - natchnienia, weny, muzy. Kopiowanie kogoś innego może być jednak mizerne w skutkach.

Byłam ostatnio w supermarkecie, koło którego zawsze kręci się dużo młodych osób - 3/4 dziewczyn wyglądało jak Kim Kardashian - ostro zarysowane, czarne jak heban brwi, usta pomalowane w taki sposób, że wyglądają na trzy razy większe i ulizane, wyprostowane włosy. Wszystkie ubrane na tą samę modłę. Wyglądałam jak ich młodsza siostra, mimo że byłam minimum 5 lat od nich starsza. To dość zabawne. 

Nigdy nie lubiłam ślepego podążania za trendami. Wręcz przeciwnie - czułabym się głupio, wyglądając jak co druga osoba na ulicy. Nie neguję mody i trendów - ale stawiam na świadomy wybór i selekcję tego, co rzeczywiście wpisuje się w nasz styl i gust. Próbując zmienić się w niedościgniony wzorzec, łatwo można stracić wszystko to, co w nas unikalne i wyjątkowe.

Moda na naturalność jest wspaniała, pod warunkiem, że jest skutkiem świadomości i akceptacji samego siebie, a nie kolejnym etapem w dążeniu do spełnienia warunków otoczenia.
Niestety, z moich obserwacji wynika, że idąc po linii najmniejszego oporu - czyli robiąc to, czego oczekuje społeczeństwo - wrzucając na profile społecznościowe określone zdjęcia (najlepiej półnagie), odwiedzając konkretne miejsca i generalnie podążając na różnymi trendami, o wiele szybciej osiąga się swego rodzaju sukces czy uznanie. Bycie freakiem żyjącym na własnych zasadach jest mniej popularne, ale w moim mniemaniu szalenie wartościowe - bardzo cenię takie osoby. :)


Myślicie, że warto być prawdziwie "normalnym", czy lepiej podążać za tłumem?



3 komentarze: