nie mam się w co ubrać, czyli #look of the day

Wszystko jest kwestią priorytetów - powtarzam to zdanie tak często, że bez problemu mogłabym je wrzucić w zakładkę "motto życiowe". Ze względu na to, w tym tygodniu pojawiło się mniej postów niż zwykle (choć nie było zupełnie cicho :) - tu wkracza hasło "organizacja"). Blogosfera zeszła na drugi plan na rzecz odpoczynku, po prostu. Z racji tego, że ostatnio miałam dużo obowiązków i stresujących momentów - sesja na studiach, zawirowania związane z pracą - taka chwila wytchnienia była na wagę złota. 
Wiedząc, że czeka mnie trudny okres, staram się planować odpoczynek zaraz po kulminacji wielu zdarzeń. Polecam każdemu, komu zależy na zachowaniu zdrowia - zarówno psychicznego, jak i fizycznego (które, notabene, są sprzężone)

Dziś, z racji tego, że mamy niedzielę, przygotowałam dla Was stylizację - jak to zwykle u mnie bywa, dość elegancką, ale wygodną. 

 


Najlepszym sposobem na to, by uchronić się przed stylizacyjnym faux-pas jest trzymanie się zasady 3 kolorów. Jeśli nie masz wystarczająco dużo czasu na dobór stroju, postaw na nie więcej niż trzy kolory.
W prezentowanym outficie (mój chłopak zawsze się śmieje z tego słowa), biel i czerń przełamałam pięknym granatem. Dobrze sprawdziłby się każdy inny kolor - musztardowy, bordowy, khaki. Neutralna baza jest idealnym punktem wyjścia do kompletowania stroju. Czarny top podkreśli wyjątkowość wzorzystego kimono, a biały t-shirt idealnie sprawdzi się w towarzystwie wzorzystych cygaretek. Spódnica w granatowo-biało-czarno-żółte wzory, nawet, jeśli naprawdę jest najpiękniejsza na świecie, straci na uroku w połączeniu z bluzką w zielono-czerwono-fioletowe gołębie. To, że każdy element stroju jest przepiękny, wcale nie oznacza, że gdy zestawimy go z równie wyjątkowym ciuchem, stworzy udany look. Często efekt jest wręcz przeciwny. Kluczem do dobrej stylizacji jest stworzenie neutralnego tła dla czegoś wyjątkowego (tj. wzorzystego, o intensywnym kolorze lub intrygującym kroju).




Śmieję się, że sandały, które widzicie na powyższym zdjęciu, to klasyczny man-repeller, czyli 'odstraszacz mężczyzn'. Niemniej jednak - dla mnie są wspaniałe! A przede wszystkim - bardzo wygodne. 


Ps. jeśli zastanawiałybyście się, czy plasterek na lewej nodze to efekt tych "superwygodnych" sandałków, to rozwieję wątpliwości - nie. Stopę obtarłam podczas gry w tenisa, bo nie wzięłam odpowiednich skarpetek. :D






Spodenki - H&M (niestety - strasznie łapią wszelkie paprochy)
Sandały - Tamaris / zalando
Torebka - Mango / answear
Bluzka - New Yorker
Naszyjnik - Apart
Żakiet - Medicine / answear

Komentarze

  1. Przydatny post - niektórzy powinni zapamiętać tę lekcję ;)
    Pamiętam, jak w czasach liceum były bardzo popularne zakolanówki i jedna dziewczyna też chciała modniej wyglądać, więc zakładała na WF czarne legginsy, na nie różowe szorty i długie skarpetki w kolorowe paski... nie wyglądało to dobrze, a komicznie;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ostatnie zdjęcie jest piękne!!!
    O tak, taki odpoczynek od wszystkiego jest każdemu czasem potrzebny:) Nie miej wyrzutów sumienia i relaksuj się jak najwięcej:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo mi się podoba ten look
    piękna marynarka
    pozdrawiam MARCELKA♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Prosty i stylkowy oodt dokładnie w moim stylu. Zdjęcia zrobione zostały nad jeziorem Maltańskim? - pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. E tam odstraszacz - latem ciężko chodzić w szpilkach!
    Letnia wersja elegancji rządzi się swoimi prawami, trzeba postawić na coś swobodniejszego ;)

    Moim zdaniem te buty świetnie tu pasują!

    Bardzo podoba mi się ta marynarka!

    OdpowiedzUsuń
  6. Rewelacyjnie wyglądasz! A widoki za Tobą super :)
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie :
    Mogłabym Cię prosić o kliknięcie w linki u mnie w najnowszym poście? Będę Ci bardzo wdzięczna :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Takie klapery ostatnimi czasy i dla mnie sprawdzają się idealnie!
    Super stroje na takie upały

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Instagram - @simplylife_m