piątek, 20 maja 2016

Le no make-up look, czyli lekcje Madame Chic w praktyce

  Przeczytałam ostatnio książkę "Lekcje Madame Chic" autorstwa charyzmatycznej właścicielki bloga The Daily Connoisseur - Jennifer L. Scott. Pewnie niejedna z Was już wcześniej natknęła się na ten tytuł. Ba! Nawet przeczytała od deski do deski. 
    W moje ręce ta pozycja wpadła dopiero niedawno. Streszczanie nigdy nie było moją mocną stroną, dlatego o samej książce powiem tylko trzy zdania. Naprawdę miło się ją czyta - będzie idealna, jeśli chcemy się zrelaksować po ciężkim dniu. Autorka zwraca uwagę czytelnika na to, co już powoli umiera śmiercią naturalną, a przecież jest tak cenne: kultura, maniery, relacje. Na 256 stronach zawarte są wskazówki dotyczące szeroko rozumianego życia codziennego - począwszy od przygotowywania posiłków (i jedzenia ich w najlepszej zastawie!), relacji w rodzinie oraz relacji z ludźmi w ogóle, przez ubiór, na makijażu kończąc. 
    Ja chciałabym w dzisiejszym wpisie wziąć pod lupę ten ostatni aspekt, czyli kwestię makijażu. A konkretniej "Le no make-up look", czyli makijażu, który udaje, że go nie ma :).


  Zacznę od tego, że ostatnio zrobiłam mały eksperyment. Często, na przykład podczas tak fascynującego zajęcia, jakim jest mycie naczyń, włączam telewizję (wiecie, taka polska "moda", żeby coś w tle gadało :D). Jako że niekoniecznie chciałam, aby to, co wpuszczam jednym uchem, a drugim wypuszczam dotyczyło specyficznych problemów ludzi w wieku szkolnym, postanowiłam wykorzystać dostępną technologię i uruchomić youtube. Pierwszy filmik, jaki się wyświetlił, był tutorialem: jak wykonać instagramowy makijaż. Włączyłam. Obejrzałam między jednym a drugim talerzem. Gdy już uporałam się z obowiązkami domowymi, postanowiłam sprawdzić, jak będę wyglądała w tego typu makijażu. Wzięłam wszystko, co posiadam (czyli jedną kosmetyczkę ;)), usiadłam i upiększałam się przez prawie godzinę. Solidna warstwa podkładu, korektora i pudru, która przykryła wszystko - nawet to, czego nie powinna, cień nakładany na mokro, żeby kolor był intensywniejszy (pss, żeby to tylko jeden kolor był!), oczywiście kreska na powiece, zaznaczone brwi, wykonturowana twarz, usta obrysowane konturówką i pomalowane szminką. Namęczyłam się strasznie. Efekt też był straszny. Może i faktycznie, po zrobieniu selfie aparatem 0,3mpix, dawało to instagramowy efekt WOW, ale w rzeczywistości nie było już tak kolorowo. Wyglądałam jak dziwadło, więc rezultatu godzinnej pracy pozbyłam się w kilka minut po skończeniu mojego "dzieła". Przyznam się, że nie było łatwo!

  Zdecydowanie bliższa jest mi idea makijażu naturalnego, który delikatnie podkreśla naszą urodę, a nie całkowicie zmienia naszą twarz. Nigdy nie miałam idealnej cery (pff, nadal nie mam), ale gdy mam coś do ukrycia, wolę zrobić delikatny makijaż niż później, w ciągu dnia, myśleć o tym, że mi się te kilka warstw korektora zrolowało i tylko podkreśliło to, co chciałam ukryć.
  Autorka książki "Lekcje Madame Chic" prezentuje kilka wersji "Le no make-up look". Najbardziej skomplikowana zajmuje jej bodajże 15-20 minut.


  
  O tym, jak wygląda codzienny makijaż pisarki dowiecie się z książki. Ja chciałabym przedstawić swoją wersję.

Czas: 10-15 minut

1. Podkład - jedna warstwa, nakładany pędzlem. W wersji bardziej skomplikowanej (czyli okoliczności, kiedy na wyglądzie zależy mi bardziej niż zwykle :D) używam też korektora - pod oczy oraz na ewentualne niedoskonałości. 
2. Puder - w kamieniu, z sypanymi się nie lubię. Nakładany również pędzlem. 
3. Brwi - przeczesuję je i zaznaczam brązowym cieniem przy użyciu małego, cienkiego pędzelka - maluję tylko te miejsca, gdzie rzeczywiście rosną włoski. Jedynym wyjątkiem od tej reguły jest miejsce na początku prawej brwi, gdzie mam bliznę - wyrównuję linię, inaczej brwi wyglądają niesymetrycznie.
4. Podkręcam rzęsy zalotką. Jeśli akurat mam taką fanaberię. Później je tuszuję. 1-2 warstwy.
W wersji bardziej skomplikowanej (czyli tej 15minutowej :D) rysuję na powiece czarną (ewentualnie szarą lub turkusową) kreskę. Czasem, zwłaszcza po nieprzespanej nocy, linię wodną zaznaczam białą kredką. Kilka razy w roku (sic!) robię coś w rodzaju smoky eyes. Z racji tego, że rzadko to praktykuję, wychodzi nie tak spektakularnie, jakbym chciała.
7. Na koniec używam duo składającego się z bronzera i rozświetlacza - bronzer na kości policzkowe oraz niewielka ilość na płatkach nosa i skroniach, rozświetlacz na kości jarzmowe, środek nosa i delikatnie na środek czoła.
8. Stosunkowo często natomiast maluję usta. To jeden taki mocny element, który stosuję na co dzień. :)

A jak wygląda Wasz codzienny make-up? 

7 komentarzy:

  1. Świetnie że opisałaś w punktach swój sposób malowania ! :) My także lubimy malować usta, ale dość lekko, ponieważ jesteśmy jeszcze młode :) Genialny post ! :* Pozdrawiamy

    OdpowiedzUsuń
  2. Dość dawno czytałam "Lekcje Madame Chic", ale często lubię wracać do tej pozycji. Osobiście nie przepadam za "instagram make up" albo konturowaniem w stylu "Kim K.", obce jest mi przedłużanie rzęs, tipsy bądź hybrydy i zapewne nie ulegnie to zmianie w przyszłości... po prostu nie czułabym się z tym dobrze. Lubię naturalny make up, który podkreśla naszą urodę jednocześnie uwydatniając nasze atuty - pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. również czuję, że będę wracać do tej książki :)

      Usuń
  3. Bardzo fajny post :)

    Pozdrawiam, Marta - młodsza siostra ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. Biorąc pod uwagę fakt, że na wykonanie całego makijażu mam co rano jakieś 10 minut, to na pewno nie jest to instagramowy makijaż. Mało tego - jakoś nie umiem sobie siebie w nim wyobrazić (pomijając już fakt, że pewnie osprzętu wymaganego nie posiadam) - obawiam się że wyglądałabym w efekcie końcowym jak skrzyżowanie klauna z czarownicą. Toteż zostaje mi podkład, kredka, cienie i tusz do rzęs... aaa i szminka ewentualnie jak nie zapomnę - jak już Ukochanego wysadzę z auta, żeby go na czerwono nie wysmarować.

    OdpowiedzUsuń
  5. Też najbardziej odpowiada mi bardziej naturalna wersja. Może i mocniejszy wygląda na zdjęciach lepiej, ale w rzeczywistości tragicznie. :)

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ta ksiazka nadal mnie ciekawi. Ostatnio dorwalam W domu madame Chic i jak dla mnie slabiutka co z reszta ostatnio opisalam

    OdpowiedzUsuń