czwartek, 21 stycznia 2016

what brings me joy #5

Jestem pod wrażeniem regularności, z jaką dodaję wpisy ostatnimi czasy. Dzisiaj kolejna porcja moich umilaczy :)

1. Tulipany - pewnie niejednokrotnie o nich wspominałam, ale naprawdę je lubię. Gdy bukiet tulipanów (albo chociaż kilka sztuk) zdobi biurko/stolik, wnętrze od razu jest bardziej przyjemne.



2. Moja pamięć jest dobra, ale... krótka :) Dlatego niejednokrotnie z opresji ratuje mnie kalendarz, w którym staram się na bieżąco zapisywać wszystkie uzgodnione terminy.


3. Czasem trzeba się po prostu odmóżdżyć. W takich momentach włączam w telefonie grę: Candy Crush.
Uwaga: wciąga!



4. Postanowiłam przetestować jakiś inny podkład niż te z Revlona. Tym sposobem w mojej kosmetyczce pojawiła się buteleczka Bourjois 123 Perfect Foundation, który zawiera trzy pigmenty, świetnie maskujce zaczerwienienia, cienie pod oczami i niedoskonałości. Dodatkowo świetnie matuje, nie potrzeba go utrwalać pudrem. Z obserwacji jednak muszę ostrzec, że może się nie sprawdzić przy suchej cerze. Prawdopodobnie podkreśli suche skórki.



5. Zima to okres, kiedy usta narażone są na pierzchnięcie i pęknięcie. Na szczęście jest Neutrogena z maliną nordycką, która długotrwale nawilża i chroni usta. Ostatnio mój numer jeden wśród pomadek ochronnych.


Jakie są Wasze najnowsze odkrycia? Jakaś płyta, książka, miejsce? 

niedziela, 17 stycznia 2016

nie mam się w co ubrać, czyli look of the day

Kolejna niedziela, kolejny post z serii look of the day. Zapraszam :)






Maksimum biżuterii w moim wykonaniu to właśnie zestaw ze zdjęcia.

piątek, 15 stycznia 2016

Cross-dressing, czyli wszystko nam wolno

Wszędzie uprasza się o tolerancję - nieróżnicowanie ze względu na religię czy kolor skóry. Od pewnego czasu panuje modowe BOOM zwane cross-dressingiem. Projektanci wypuszczają na wybieg modelki ubrane w męskie ubrania, a modeli w damskie. To znaczy - kiedyś damskie, teraz męskie. Kobiety w garniturach, mężczyźni w koszulach z fontaziem. W pewnych sytuacjach trudno odpowiedzieć na pytanie o płeć danej osoby.
Domy mody lansują pogląd, że moda nie ma płci. Że każdy może dobrze wyglądać w danym ubraniu. Cross-dressing polega na zakładaniu ubioru przynależącego do płci przeciwnej. To, co dzieje się na pokazach sugeruje, że spódnice czy sukienki przestają być monopolem kobiecej garderoby.



To, że kobiety czerpią z męskiej garderoby jest akceptowalne od dawna - kobieta w koszuli swojego faceta wygląda naprawdę nieźle. A co, jeśli role się odwrócą?
Męska moda w kobiecym wydaniu pojawia się nie tylko na pokazach wielkich projektantów, ale nawet w sieciówkach można dostrzec taki trend. Ostatnio, będąc w jednym z takich sklepów zwątpiłam, czy naprawdę jestem na dziale męskim. Obcisłe różowe sweterki, płaszcze o damskim kroju... No cóż.


Tolerancja tolerancją, równość równością, ale czy to znaczy, że wszyscy musimy wyglądać tak samo? A co z różnicami związanymi z budową ciała?
Co sądzicie o kierunku, w którym zmierza moda?

środa, 13 stycznia 2016

plusy i minusy sklepów internetowych

Żyjemy w czasach, gdzie wystarczy kilka kliknięć, by po chwili do naszych drzwi dostarczono obiad, a nawet - catering na cały dzień! Wystarczy przesunąć palcem po ekranie, by powiększyć obraz czy odtworzyć wybrany utwór. Jedno kliknięcie pozwala na udostępnienie filmu lub zdjęcia praktycznie całemu światu, a żeby podszkolić się z matematyki wystarczy wideokonferencja z korepetytorem. Z jednej strony to duże udogodnienie, z drugiej przekleństwo. Ale nie chcę omawiać moralno-etycznych aspektów wirtualnej przestrzeni.
Chciałabym się skupić na plusach i minusach sklepów internetowych. Asortyment, jaki będzie mnie interesował to: odzież, obuwie, dodatki.



Szczerze mówiąc - nie przepadam za chodzeniem po sklepach, dlatego ich internetowe wersje są dla mnie wybawieniem. Przeważnie wiem, czego chcę w kwestii modowej. Mam w głowie skrystalizowany obraz butów, torby czy t-shirtu. Zdecydowanie łatwiej odnaleźć mi rzecz spełniającą moje kryteria w Internecie niż w sklepach stacjonarnych.

Dlaczego?

  • Po pierwsze dlatego, że wszystko jest przejrzyście rozmieszczone (jeśli jest inaczej - omijam e-sklep szerokim łukiem), dodatkowo strona wyposażona jest w filtry, które służą do konkretyzowania wymagań: t-shirt, czarny, rozmiar S, bawełna. 
  • Po drugie dlatego, że aby wejść do e-sklepu nie muszę się malować, czesać, ubierać, przetransportowywać do miejsca przepełnionego tłumem ludzi, tylko mogę to zrobić w tzw. "międzyczasie" - podczas przerwy na lunch, czy jazdy pociągiem/tramwajem/samochodem(jako pasażer, oczywiście!).
  • Po trzecie dlatego, że towar dostarczany jest do moich drzwi, często mam też możliwość doboru najodpowiedniejszej godziny - marzenie!
  • Po czwarte dlatego, że ceny często są niższe niż w sklepach stacjonarnych. Można trafić na atrakcyjne promocje, a w dodatku istnieją różnego rodzaju kody rabatowe - za zapisanie się do newslettera, na pierwsze zakupy, na mikołajki, walentynki, wakacje, wielkanoc i wszystkie inne okazje. 
  • Po piąte zwroty - czasami mamy na nie naprawdę sporo czasu, poza tym w wielu sklepach nie trzeba się fatygować - wystarczy kilka kliknięć, by kurier zjawił się odebrać towar, który nam nie odpowiada.


Co przemawia na niekorzyść zakupów w Sieci?

  • Głównym minusem jest to, że nie możemy przymierzyć ubrania czy obuwia i sprawdzić, jak na nas leży. Nie mamy też szansy by dotknąć materiału, poczuć jego tekstury, czy obejrzeć jakości szwów.
  • Kolejnym minusem jest to, że łatwiej trafić na oszustów, dlatego też trzeba mądrze wybierać e-sklepy. Na forach internetowych jest wiele opinii na temat mniej znanych stron www. Warto na nie zajrzeć przed zakupem. I dla pewności wybrać opcję "za pobraniem" :)


Dla mnie plusy przeważają nad minusami, dlatego większość ubrań i butów kupuję właśnie w Sieci.
Najczęściej korzystam ze stron takich jak: zalando, answear oraz kosmetykizameryki (stąd nie zamawiam ubrań, rzecz jasna ;)).

A jaki jest Wasz stosunek do takich sklepów? Jakie są Wasze ulubione?


niedziela, 10 stycznia 2016

nie mam się w co ubrać, czyli look of the day

Grudniowe dni bardziej przypominały wiosnę niż zimę, stąd też jednego dnia zdecydowałam się na balerinki. Zresztą - tego dnia moje stopy były na zewnątrz maksymalnie 15 minut ;)








Na zdjęciach, oprócz balerinek, możecie dostrzec efekty tzw. "bad hair day", a także kościstość moich łokci. Ale obawiam się, że trudno wam będzie zobaczyć, że to, co mam na sobie to... kombinezon! Spodenki są schowane pod przednią "klapą".


piątek, 8 stycznia 2016

Największe grzechy urodowe

Doznałam szoku, kiedy będąc na dość "elitarnej" imprezie, zauważyłam, że kobiety, od stóp do głów ubrane w markowe ubrania, z profesjonalnym makijażem, idealną fryzurą i paznokciami nie myją rąk po wyjściu z toalety. W pierwszym momencie pomyślałam, że może jest jakaś awaria - skądże - wszystko nie dość, że działało, to jeszcze było bardzo schludne, a mydło pachnące. Na 10 osób ponad połowa, po wyjściu z toalety, zamiast mycia rąk wybrała malowanie ust i poprawianie fryzury. No cóż, można i tak.
Kobiety często narzekają na problemy z cerą, włosami, paznokciami. A przy tym kładą się do łóżka w pełnym makijażu, tłuste włosy spryskują suchymi szamponami i lakierami, a naturalna płytka paznokcia od dłuższego czasu nie widziała światła dziennego.
To straszny paradoks - dbanie o siebie to nie tylko perfekcyjny makijaż, ale przede wszystkim higiena, która, mam wrażenie, schodzi na drugi plan.

Najczęstsze błędy/największe grzechy urodowe to przede wszystkim:

1. Niemycie pędzli i aplikatorów do makijażu.
Kosmetyki osadzające się na włosiu są siedliskiem bakterii. Nie czyszcząc akcesoriów narażamy naszą cerę na infekcje i zamiast podkreślić atuty makijażem, robimy sobie krzywdę. Regularne czyszczenie nie dość, że przedłuży użyteczność aplikatora, to jeszcze może okazać się zbawienne dla cery.
Do mycia m.in. pędzli nie potrzeba drogich specyfików - wystarczy zwykłe mydło - np. biały jeleń.


2. Spanie w makijażu.
Impreza nie jest dobrą wymówką dla kładzenia się spać w pełnym makijażu. W nocy skóra się regeneruje, nie odbierajmy jej tej możliwości. Demakijaż to zaledwie kilka minut pracy!


3. Używanie przeterminowanych kosmetyków.
Masz kosmetyczkę pełną skarbów? Świetnie, ale sprawdź koniecznie, czy nie są przeterminowane. Na pojemnikach przeważnie jest informacja o tym, jak długo kosmetyk jest zdatny do używania po otwarciu. Przeterminowany kosmetyk ma nieprzyjemny zapach, poza tym istnieje duże ryzyko infekcji, zwłaszcza w kwestii produktów do oczu.


4. Niewłaściwa eksploatacja kosmetyków.
Zostawianie odkręconego podkładu i wydłubywanie resztek z butelki za pomocą patyczka nie jest najmądrzejszym pomysłem. Kosmetyki po to mają zakrętki/wieczka, żeby ich używać, a nie po to, żeby je ignorować i czynić nasze upiększacze pożywką dla bakterii.


5. Zastąpienie tradycyjnego mycia włosów suchym szamponem.
Suche szampony są wspaniałe - sama posiadam jeden w swojej kolekcji. Ale nie wtedy, gdy myjemy głowę tylko na specjalne okazje, a w resztę dni stosujemy ich suchy odpowiednik. To dobre rozwiązanie na kryzysowe sytuacje. :)


Jakie największe grzechy urodowe Wy zauważyłyście u innych? A może same jakieś popełniacie?

Przy okazji zachęcam do przeczytania posta na temat minimalizmu kosmetycznego, który znajdziecie tutaj. 

środa, 6 stycznia 2016

błyskawiczna zupa serowa

W ostatnim poście wspominałam, że nie mogę odkryć w sobie pasji do gotowania. To się nie zmieniło, jednak doznałam pewnego przypływu inspiracji i postanowiłam przygotować coś nowego. Padło na zupę serową.
Podzielę się z Wami moim przepisem - niestety mam tylko zdjęcie produktu końcowego, ale to raczej nie powinno utrudnić powtórzenia moich podbojów. ;)

Składniki:
  • 250 g serka topionego
  • pół cebuli
  • kilka ząbków czosnku
  • pieprz
  • ok. 600 ml bulionu
  • chleb na grzanki
  • szczypiorek
  • olej do smażenia

Poziom trudności: oczywiście szalenie skomplikowany, hihi.

Na rozgrzanej patelni podsmażamy posiekaną cebulkę i czosnek. Gotujemy bulion (można przygotować go od podstaw, a dla leniuszków - zrobić z kostki rosołowej), stopniowo dodajemy ser. Mieszamy, żeby się nie przypaliło. Przyprawiamy pieprzem. Dobrze będzie się komponowała także gałka muszkatołowa. W międzyczasie przygotowujemy grzanki - opcje są dwie - albo używamy tostera, albo smażymy je na patelni.
Gdy serek się rozpuści i stworzy z bulionem kremową ciecz dodajemy do niego podsmażoną cebulę i czosnek.
Teraz wystarczy już tylko wymieszać i podać z grzankami i szczypiorkiem.


W przepisie szczypiorek, na zdjęciu koperek. No cóż - czasem trzeba improwizować.

wtorek, 5 stycznia 2016

Przepis na kuleczki ryżowe z serem

Nie jestem mistrzem gotowania, nie mam w sobie jakiejś szczególnej pasji do tego zajęcia. Być może jeszcze kiedyś ją odkryję, ale na chwilę obecną wolę sprzątać niż gotować.
Niemniej jednak - jeśli już znajduję się w kuchni, to moje pichcenie wygląda bardziej na eksperyment niż na przyrządzanie posiłku. Mieszam ze sobą różne rzeczy i czekam na to, co się wydarzy. Czasami efekt końcowy jest całkiem niezły, co zawsze bardzo mnie cieszy, ale i nieco zaskakuje. Może jestem po prostu nieoszlifowanym kuchennym wirtuozem? :D

Dzisiaj chciałabym Wam zaprezentować mój szybki przepis (większość "dań", które robię, są szybkie) na przepyszne kuleczki ryżowe z serem.

Składników potrzeba tyle, co, mówiąc kolokwialnie, "kot napłakał"

Ryż
Jajko
Bułka tarta
Ser żółty
Kostka rosołowa (ambitni mogą zrobić wywar samodzielnie)
Olej do smażenia.



Ryż gotujemy w kostce rosołowej, czekamy aż przestygnie. W międzyczasie można przygotować resztę: jajko i bułkę tartą, w których to będziemy panierować nasze kuleczki oraz żółty ser pokrojony w kosteczkę.
Po przestygnięciu formujemy z ryżu kuleczki, do których wkładamy kawałek sera. Następnie obtaczamy w jajku, później w bułce tartej (szczęśliwi ci, którzy nie muszą faktycznie trzeć bułki, tak jak ja) i smażymy na rozgrzanej patelni.





Tak przygotowane kuleczki świetnie komponują się z np. z sałatką. Są też świetną alternatywą dla ziemniaków.
W przepisie celowo nie podałam konkretnych ilości, ponieważ wszystko zależy od tego, dla ilu osób przyrządzacie posiłek.