Dieta cud - szczupła sylwetka bez wyrzeczeń

Nigdy nie miałam problemów z utrzymaniem wagi, wręcz przeciwnie - od kiedy sięgam pamięcią, byłam szczupła. W gimnazjum, gdy jadłam zdecydowanie zbyt dużo batonów (głównie KitKatów), na moim brzuchu pojawiła się fałdka, ale szybko zniknęła. Często słyszałam pytania: co robisz, że tak wyglądasz? Moja odpowiedź zawsze brzmiała tak samo: nic. Ale po dokładnym przemyśleniu sprawy, doszłam do wniosku, że jednak nie takie nic. Nieświadomie wypracowałam rytuały, które nie wymagają ode mnie wyrzeczeń, nie są nieprzyjemne czy czasochłonne. Niczego sobie nie odmawiam, nie chodzę co drugi dzień na siłownię, a mimo to zachowuję szczupłą sylwetkę. Jakie są moje "sekrety"?




  • Jem niewielkie i zróżnicowane porcje.
Od zawsze byłam wybredna i to chyba mi pomogło. Gdy, jako dziecko, dostawałam obiad, który niekoniecznie lubiłam, starałam się trochę "podziubać", a resztę najczęściej zostawiałam. Z czasem mogłam decydować, co chcę jeść, bo nauczyłam się samodzielnie przygotowywać posiłki. Jadam często, ale w niewielkich ilościach. Lubię to, co jem, do niczego się nie zmuszam. Wolę zjeść dwa mniejsze, zróżnicowane posiłki, niż jeden obfity i monotonny.
Jem tyle, ile jestem w stanie przyswoić na dany moment. Nie najdam się "na zapas". Nie lubię łakomstwa i upychania w siebie jedzenia tylko dlatego, że akurat pojawiło się na stole. Idealnym przykładem są święta, kiedy ludzie traktują swoje żołądki jak śmietniki - wrzucają w nie tyle jedzenia, ile normalnie nie zjedliby w tydzień. A później leżą na kanapie i narzekają , że się źle czują. Jedzenie ma być przyjemnością, a nie powodem cierpienia.




  • Aktywność fizyczna
Tak jak wspomniałam we wstępie, nie uprawiam regularnie żadnego sportu. Latem jeżdżę trochę na rolkach, od czasu do czasu poćwiczę w domu aerobik, a na siłownię idę dwa razy w roku. Ale nadrabiam to chodzeniem.
Gdy byłam w liceum, codziennie rano szłam po koleżankę i razem przychodziłyśmy na lekcje. Nieważne, czy była zima, padał śnieg, deszcz czy świeciło słońce. Zawsze wtedy słuchałam muzyki i była to taka "chwila tylko dla mnie". Poza tym, ze względu na niedobór atrakcji w miejscowości, w której się wychowałam, byłam skazana na częste spacery. Teraz, kiedy mam samochód i mogę podjechać pod każde drzwi, nie robię tego. Wolę zostawić auto na większym parkingu i resztę trasy pokonać pieszo. Poruszam się bardzo szybko. Nie dość, że zwalczam cellulit to jeszcze mam szansę zobaczyć sytuacje, których nie mogłabym dostrzec zza szyby (i wpaść w kilka chodnikowych dziur).


Moja "cudowna dieta" to nic innego jak nawyki wyrobione z czasem. Rzeczy, które sprawiają mi przyjemność, a nie są przykrymi wyrzeczeniami.
A jakie są Wasze "diety"? :)

PS. wczoraj po raz pierwszy usłyszałam piosenkę świąteczną w centrum handlowym. Pojawiają się też wystawy, z których krzyczą napisy " Merry Christmas" - też uważacie, że to jeszcze za wcześnie?

Komentarze

  1. świetny post właśnie jedzenia ma być przyjemnością a nie jak inni wrzucają w siebie masę jedzenia :) ZAPRASZAM DO SIEBIE :) KLIK

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeszłam przez tyle diet, że powinnam być już modelką, ale za każdym razem trafiałam do punktu wyjścia, aż trafiłam w internecie na artykuł o odżywianiu chudych osób i było tam dokładnie to, co napisałaś i faktycznie to działa, 4 kg za mną :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super! Gratuluję i trzymam kciuki na przyszłość!

      Usuń
  3. Też nie lubię zachowania, kiedy ludzie myślą, że najedzą się na zapas,a potem narzekają na bóle brzucha itd :')

    amelia-bloog.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Chyba za bardzo kocham jedzenie, żeby myśleć o nim tylko jako o paliwie. Trzeba znaleźć sobie inne, lepsze przyjemności, żeby się pozbyć takiego myślenia ;)
    A z tym ruchem to już nie wiadomo - sporo się ruszam, wszędzie pieszo lub rowerem, a tu nic... coś chyba poszło nie tak ;D

    http://bez-zahamowan.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Eh, za bardzo kocham słodycze aby je ograniczyc :)
    Świetny post i ogólnie super blog :)
    Daje obs i zapraszam do siebie
    http://viintagegirl.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Zdecydowanie dużo ruchu. Chodzenie pieszo zamiast jazdy autobusem, rower kiedy się da, taniec bo poprawia nastrój. Ruch to najlepsza dieta :)
    zeszminkanaustach.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Staram się odżywiać zdrowo i często sie ruszać, jakiejś ściśle określonej diety nie mam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Taki tryb życia jest wspaniały. Nie chodzi nawet o sylwetkę, ale o naszą kondycję i zdrowie w przyszłości :) Bardzo się cieszę, że teraz coraz więcej ludzi o tym mówi i ma świadomość, że należy jeść tyle ile się potrzebuje i, że ruch jest tak samo ważny jak dieta :)
    http://ann-aspiration.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetny post i śliczne zdjęcia!:)
    ja juz obserwuje i zapraszam do mnie
    nowy post
    milentry-blog

    OdpowiedzUsuń
  10. Oj tak zdecydowanie jest jeszcze za wcześnie na wystawy świąteczne :):)

    www.Anita-Turowska.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetny post, może w końcu i mi się uda:)
    Zapraszam do siebie, będzie mi ogromnie miło za obserwacje:)

    http://broooklyyn.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja kiedyś byłam strasznym łasuchem i jadłam dość sporo, jednak z biegiem czasu mi to na szczęście minęło. Teraz jem mniej, choć moja dieta wciąż pozostawia wiele do życzenia, szczególnie jeśli chodzi o regularność spożywanych posiłków czy picie wody. Na szczęście lubię aktywność fizyczną, więc pewnie dlatego nie jestem jeszcze otyła :D

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Instagram - @simplylife_m