środa, 28 października 2015

Michèle Fitoussi - Helena Rubinstein - Kobieta, która wymyśliła piękno

Co sprawia, że czujecie się zmotywowani do działania? U mnie jednym z powodów jest przeczytanie odpowiedniej literatury. Nierzadko jest to biografia.
Chciałabym w kilku zdaniach opisać książkę, którą ostatnio przeczytałam. Być może uda mi się Was do niej zachęcić.


Dzieło Michèle Fitoussi pod tytułem "Helena Rubinstein - kobieta, która wymyśliła piękno" jest opisem historii dziewczyny z niezbyt zamożnej rodziny, która dzięki sile swojego charakteru stworzyła ogromne imperium kosmetyczne. Jej marka do dziś występuje na rynku, a produkty poprzez swoją cenę nie są dostępne dla "przeciętnego Kowalskiego".
Ta autorytarna osoba była pionierem na rynku. Pierwszy płynny tusz do rzęs to jej zasługa (wcześniej tusz posiadał pojemniczek, do którego trzeba było napluć, aby umożliwić rozprowadzenie produktu). Pracowała w pocie czoła, wyrzekając się wielu rzeczy, by odnieść sukces.


Historia tej Żydówki sięga drugiej połowy XIX wieku. Madame przeżyła dwie wojny światowe, które dały się odczuć w każdej dziedzinie życia, a mimo wszystko nie poddała się i dzielnie dążyła do swojego celu. Praca była dla niej wszystkim. Nie potrafiła odpoczywać.


W biografii zawarte są również wątki na temat całej elity kulturalnej tamtych czasów - od Chanel po Picasso. Wiele można dowiedzieć się na temat zmieniających się trendów w architekturze, a także poznać wielkie umysł "od podszewki".


Czy ktoś z Was czytał tę biografię? Jak wrażenia? A może chcielibyście zarekomendować inny tytuł? Jestem otwarta na propozycje :)

sobota, 24 października 2015

Art and Fashion Forum

Krótka fotorelacja z dzisiejszego wydarzenia, mianowicie Art and Fashion Forum, które odbyło się w Starym Browarze w Poznaniu i było zwieńczeniem dwunastodniowej, artystycznej przygody.
Miałam przyjemność spotkać wiele osób ze świata mody i wniosek, do jakiego doszłam, jest następujący: przez obecność w mediach, w naszych umysłach kreują się oni jako nadludzkie postacie, a tak naprawdę, to zwykli ludzie, którzy też mają słabości, którym również przytrafiają się pomyłki czy gorsze dni. Od młodych zdolnych, którzy tworzą w zaciszu domowym różnią się tym, że są rozpoznawalni, bo mieli odwagę wziąć życie w swoje ręce. Miłe zaskoczenie.



sobota, 10 października 2015

Spa Day

W trybie życia, jaki prowadzę, pojęcie "czas wolny" jest abstrakcją. Praca na pełen etat, studia w trybie zaocznym i milion innych rzeczy. Ale, żeby nie było - nie narzekam. To są świadomie podjęte decyzje i jestem zadowolona z tego, jak jest.
Raz na jakiś czas (staram się, żeby to było przynajmniej raz na tydzień/na dwa tygodnie) rekompensuję mojemu ciału wczesne wstawanie, szybkie prysznice i brak "dopieszczenia". Dziś właśnie jest Spa Day, czyli dzień "domowego spa".
W takie dni kompleksowo zajmuję się pielęgnacją i przyjemnościami. Noszę maskę na włosach przez pół godziny, albo i dłużej. Robię porządny peeling, nakładam maseczkę na twarz i stopy, nawilżam ciało, robię manicure i pedicure.

domowe spa

Bardzo lubię maseczki AA. Świetnie sprawdzają się na mojej cerze. 

domowe spa

Jeśli chodzi o maski do włosów - niezmiennie jest to biovax. Tym razem złote algi & kawior.

domowe spa

Nawilżanie ciała to dla mnie podstawa. Ten zabieg wykonuję regularnie, każdego dnia. 

domowe spa

Po depilacji warto użyć płynu antyseptycznego/antybakteryjnego, aby zapobiec podrażnieniom.

domowe spa

W luźniejsze dni mam więcej czasu i ochoty na testowanie nowych kosmetyków - z całego serca polecam ten peeling i maskę do stóp marki Eveline. Idealnie gładkie i miękkie stopy gwarantowane!

domowe spa

Wy też macie takie dni? :)

piątek, 2 października 2015

autumn

Jesień w pełni pokazała już swe przymioty - poranki i wieczory są bardzo chłodne. W ciągu dnia bywa przyjemnie, niemniej jednak, okrycie wierzchnie w większości sytuacji jest niezbędne.
Ludzie naokoło psikają, kaszlą i roztaczają drobnoustroje, stawiane przez nich kroki są szybsze - chcą jak najwcześniej znaleźć się w ciepłym pomieszczeniu.
 Do łask wracają swetry, rajstopy grubsze niż 20 den, a szyję otulamy szalem. 

Za co można kochać jesień? Za co ja ją uwielbiam? 
Przede wszystkim za słońce, które jest o tej porze roku wspaniałe. Leniwie budzi się, by ogrzać nasze zmarznięte policzki, igra wśród liści, które niebawem spadną i pokryją ziemię żółto-czerwono-brązową powłoką tworząc widok przyjemny dla oka. O poranku przebija się przez mgłę, w ciągu dnia wznosi się na chwilę, po czym nieśmiało się chowa, by następnego dnia powtórzyć ten cykl. Lubię ubieranie się "na cebulkę", bo stwarza moc możliwości, a także widok dzieci zbierających kasztany. Sama, w wieku wczesnego dzieciństwa, często spędzałam w ten sposób popołudnia. Jesienią herbata smakuje lepiej, świeczki są bardziej magiczne niż kiedykolwiek, a wieczory wydają się wręcz idealne do tego, by ubrać grube skarpety, otulić się kocem i oddać lekturze. Aktualnie czytam biografię Heleny Rubinstein autorstwa Michele Fitoussi i mogę ją szczerze polecić. Do przyjemnych czynności należą też spacery - zwłaszcza po parku czy lesie. To świetny czas na kontakt z naturą. Świat przechodzi wtedy metamorfozę, liście powoli zmieniają kolor, barwa nieba traci swój letni błękit, a wśród mchu można znaleźć grzyby (nie jadam, ale zawsze znajdzie się ktoś, kogo można nimi obdarować :))

 A Wy lubicie jesień? Co najbardziej (lub najmniej)?