sobota, 26 września 2015

Lazy Saturday

Ach, uwielbiam takie dni jak ten. Kiedy mogę wstać, o której chcę (7:30!!), a nie wtedy, kiedy nad uchem brzęczy budzik. Na spokojnie mogę uszykować śniadanie, zjeść je bez pośpiechu, wziąć kąpiel i nie biegać ze szczoteczką do zębów w jednej ręce, a z suszarką w drugiej. Takie dni nie zdarzają się często, dlatego też każdorazowo doceniam piękno tej chwili :)

Wybrałam się dziś do miasta - odwiedziłam bibliotekę oraz kilka innych miejsc i nabyłam.. kurs języka włoskiego. Ciekawe, jak mi pójdzie z nauką...

Jakiś czas temu zmieniłam kolor włosów na ciemniejszy. Sporo ciemniejszy. I była to jedna z lepszych decyzji w moim życiu. Powinnam była urodzić się brunetką, zdecydowanie. O wiele lepiej czuję się w aktualnym kolorze, niż w naturalnym szaro-burym odcieniu.




A Wam jak mija sobota? 

poniedziałek, 14 września 2015

what brings me joy #3

Pierwszy tydzień pracy za mną, aktualnie zostałam rzucona na głęboką wodę, ale nie narzekam, bo lubię wyzwania. Nic tak nie motywuje mnie do działania jak wysoko postawiona poprzeczka.
Dziś kolejna część serii traktującej o tym, co sprawia, że się uśmiecham.

1. Koktajl owocowy, przygotowywany na jogurcie naturalnym. Ostatnio moim hitem jest połączenie malin, borówek i truskawek (niestety, pewien czas temu kupiłam ostatnie świeże, teraz pozostają już tylko mrożone). Banalne, ale przepyszne. Świetna opcja na drugie śniadanie.


2. Kawa. Nigdy nie byłam jakimś kawomaniakiem - piłam kawę, smakowała mi, ale zdecydowanie wolałam herbatę. Teraz, mimo że w ostatecznym rozrachunku herbata byłaby nadal na pierwszym miejscu, to po kawę sięgam częściej. Lubię mocną, czarną, klasyczną odsłonę. Rozpuszczalna kawa z mlekiem dla mnie nie zasługuje na miano kawy. Zdarzają mi się momenty, kiedy "chodzi za mną" kawa i nie spocznę, póki jej nie zaparzę! Chyba się starzeję..



3. Wino. Zwłaszcza czerwone albo różowe. Ogólnie nie przepadam za alkoholem, ale wino stanowi wyjątek. Moim faworytem jest wytrawne/półwytrawne. Nie znaczy to jednak, że codziennie chodzę nałupana :D



4. Naszyjnik. Rzadko noszę biżuterię, przeważnie ograniczam się do zegarka, ewentualnie wkręcanych kolczyków-perełek, raz na jakiś czas zaszaleję z czymś na szyi. Ostatnio drogą kupna nabyłam delikatny, srebrny naszyjnik, który jest tak uniwersalny, że praktycznie się z nim nie rozstaję.


5. Muzyka. Nic tak nie potrafi poprawić mi humoru jak muzyka. Uwielbiam wykorzystywać momenty, kiedy jadę pociągiem, na słuchanie ulubionych kawałków. Co najbardziej mnie pobudza? Oczywiście Santana - Smooth! Często tańczę przy tej piosence w domu i wyginam się jak świr przed lustrem ;)




Miłego i uśmiechniętego tygodnia! :)

zaobserwuj, by nie przegapić kolejnego posta.

niedziela, 6 września 2015

jak znaleźć pracę i oczarować pracodawcę?

Jako że jutro zaczynam swoją przygodę w nowej pracy (to jedna z tych wielu zmian w moim życiu, o których wspominałam w innym poście), postanowiłam podzielić się z Wami spostrzeżeniami na temat rozmów kwalifikacyjnych, tworzenia CV, wrzucić kilka stylizacji, które wydają się być odpowiedni na takie okazje, a także wspomnieć o tym, jak sprostać wyzwaniu, jakim jest pierwszy dzień w nowym otoczeniu i zrobić jak najlepsze wrażenie.

Zacznijmy od początku, czyli od CV.
Wzorów, jak stworzyć ten dokument, jest w Internecie bez liku, więc nie zamierzam opisywać wszystkiego krok po kroku. Chciałabym tylko powiedzieć, że fajną opcją będzie, jeśli przy doświadczeniu zawodowym, oprócz czasu, nazwy firmy i stanowiska (wytłuścić), warto dopisać pokrótce obowiązki, np.: pozyskiwanie nowych klientów poprzez udział w przetargach, rozpatrywanie reklamacji, przygotowywanie raportów. Pozwoli to potencjalnemu pracodawcy dowiedzieć się czegoś więcej na temat tego, co potraficie. Bo nie oszukujmy się - wykształcenie to nie wszystko, przede wszystkim liczą się umiejętności.
No i zapomnijcie o wysyłaniu CV bez zdjęcia. :)

Rozmowa kwalifikacyjna.
Udało się, jesteście umówione na rozmowę. Jak oczarować osobę, z którą będziemy rozmawiać?
Wygląd zewnętrzny jest istotny i nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Musimy zatem zadbać o to, by wyglądać schludnie i raczej skromnie. No, chyba że ubiegamy się o stanowisko dyrektora kreatywnego, wtedy wskazany jest polot ;). Tłustym włosom i  paznokciom z odpryśniętym lakierem mówimy stanowcze NIE. Są miejsca, jak na przykład kancelaria prawna, gdzie obowiązuje sztywny dress code, więc jeśli wybieracie się do takiego miejsca, ubierzcie się zgodnie z wytycznymi.
Jeśli jednak nie musicie ubierać garsonki, to może przydatne okażą się propozycje, które przygotowałam.


1)

jak znaleźć pracę i oczarować pracodawcę?

 2)



3)

 4)



Oprócz wyglądu, wypada także coś wiedzieć. Warto przed rozmową przeprowadzić research. Dowiedzieć się, czym dokładnie zajmuje się dana firma, jakie mają osiągnięcia, poczytać opinie pracowników czy klientów.
Ponadto - zastanowić się, co możemy zaoferować ze swojej strony. Ułożyć to w głowie lub na kartce - nie każdy jest mistrzem improwizacji. Często zadawane pytania to: Dlaczego Pani zaaplikowała na to stanowisko? Proszę powiedzieć coś o Jakie są Pani trzy wady i trzy zalety? Kolejne stricte dotyczą umiejętności związanych z posadą, o jaką się ubiegamy, czyli co byśmy zrobili w wielu hipotetycznych sytuacjach.
Moja metoda na sukces to po prostu poczucie humoru i uśmiech od ucha do ucha. Pracodawca też człowiek, nie ma się czego obawiać :). Jeśli nie znacie odpowiedzi na jakieś pytanie związane ściśle z branżą, w której chcecie pracować, nie przejmujcie się. Można się tego nauczyć, ale osobowość ciężko nabyć. Pokażcie pracodawcom, że jesteście kimś więcej niż datą urodzenia i kilkoma stanowiskami w różnych firmach.

Pierwszy dzień
Udało się, dostałyście pracę! Już kilka dni przed rozpoczęciem macie problemy ze snem, cały czas obawiając się, że coś może się nie udać, że się wygłupicie, powiecie coś niestosownego. Zupełnie niepotrzebnie, naprawdę. W takich sytuacjach pomyślcie o rzeczach, które udało Wam się w życiu osiągnąć, o Waszych sukcesach. Zróbcie to przynajmniej jedną noc przed rozpoczęciem pracy. Być może wydaje się Wam, że to nic nie da, jednak możliwości mózgu są wspaniałe!
W co się ubrać? Warto podczas rozmowy kwalifikacyjnej zaobserwować, co noszą pracownicy i ubrać się w podobnym klimacie. Nie chodzi o to, żeby przebrać się za kogoś innego, ale o to, by nie przychodzić w japonkach podczas gdy wszyscy mają eleganckie obuwie. :)
Jeśli chodzi o resztę - po prostu bądźcie najlepszą wersją siebie, a wszystko się powiedzie.


Macie jakieś śmieszne doświadczenia z rozmowami kwalifikacyjnymi albo wpadkami w pracy?
Chętnie posłucham :)

piątek, 4 września 2015

kosmetyczny minimalizm - kosmetyki kolorowe

Otwórz swoją kosmetyczkę. Wyciągnij puder. Jeśli z Twojej strony pojawia się pytanie "który?" - czytaj dalej.

Zacznijmy od początku. Skąd bierze się nadmiar rzeczy? Z nieświadomości konsumenta. Drogerie kuszą nas wyprzedażami, w witrynach widzimy wielki szyld "SALE -50%", wchodzimy do sklepu i tracimy głowę. Szminka za 10 zł, czarna kredka do oczu praktycznie za darmo, podkład, który przyda się na lato, kiedy się opalimy, baza pod cienie, kolejna kredka do oczu... Można wymieniać bez końca.
A później wracamy do domu, wrzucamy kosmetyki do czwartego już pojemnika i.. zapominamy o nich. Bo nie malujemy powiek cieniami, więc po co baza pod nie? Kredek do oczu mamy już 7, więc nawet nie zauważymy, że ta nowa gdzieś zginęła. Podkład kupiony z myślą o następnym lecie -  teraz na pewno nam się nie przyda. Chyba, że chcemy uzyskać miano Królowej Kiczu.



Jak sobie z tym poradzić?
Na początek zastanówmy się, jakich kosmetyków używamy do codziennego makijażu.
U mnie jest to podkład, puder, korektor w kremie, cienie do brwi, tusz do rzęs, bronzer i rozświetlacz (w zestawie, sleek). Dość często korzystam też z eyelinera. Gdy mam ochotę bardziej się wystroić, na przykład na wieczorne wyjścia, do tego zestawu dokładam jeszcze cienie do powiek czy róż do policzków. No i szminki, bo lubię mieć zaznaczone usta. (wpis o szminkach tutaj)

Jeśli już wiemy, czego używamy, to wiemy też, czego potrzebujemy.
Wewnętrzny głos podpowiada "przecież używam pudru, więc co złego w tym, że mam cztery opakowania?!".
Złe jest to, że marnujemy w ten sposób pieniądze. Kosmetyki, wbrew pozorom, mają swój okres przydatności. Na etykiecie znajduje się informacja o tym, ile miesięcy po otwarciu  jest  on zdatny do użycia. Nie jesteśmy w stanie zużyć tylu produktów w określonym czasie. Malujemy się, żeby wyglądać ładniej. Stosowanie przeterminowanych podkładów, pudrów czy cieni wcale nam w tym nie pomaga. Z uczuleniem nie będziemy wyglądać dobrze. Piękna cera, to przede wszystkim zadbana cera.
Kosmetyki, które są już po terminie przydatności, zmieniają swój zapach, konsystencję. Bądźmy na to bardzo wyczulone.


A co z magicznym słowem "wyprzedaż"?
Jeśli nie masz jeszcze wystarczająco silnej woli, by powstrzymać się przed promocyjnymi koszami, które pełne są niepotrzebnych Tobie kosmetyków, po prostu nie wchodź do drogerii. Czasem dobrym rozwiązaniem są zakupy przez Internet - koszyk sam podlicza sumę swojej zawartości, co, po przekroczeniu pewnej granicy, może skutecznie zniechęcić do dalszych podbojów.

Pierwszy krok
Od czego rozpocząć kosmetyczny minimalizm? Od krytycznego przejrzenia zawartości swojej kosmetyczki.



Powodzenia! 


środa, 2 września 2015

mapa stylu - fotoinspiracje

Nie pamiętam, kiedy ostatnio siedziałam przed komputerem o takiej porze. Nie licząc nauki na sesję (większość notatek, ku mojemu nieszczęściu, mam w wersji elektronicznej).  Sen ma zbawienny wpływ dla naszego ciała i umysłu, więc  staram się spać minimum 8 godzin dziennie (a raczej nocnie, hihi). Zdarzają się porywy w postaci wieczornych wyjść, dla których poświęcam te cenne chwile w łóżku, ale z reguły zapewniam organizmowi należytą regenerację. Wstaję wcześnie, nawet w weekendy. Rzadko kiedy pozwalam sobie na wylegiwanie się w łóżku do późnych godzin. Szczerze mówiąc, nawet nie miałabym kiedy się tak tarzać w pościeli.
Ale nie o tym dzisiejszy wpis. Tak naprawdę chciałam pokazać i pokrótce opisać mapę mojego stylu, którą stworzyłam zainspirowana Joasią Glogazą z bloga StyleDigger
Przez pewien czas zbierałam zdjęcia, które oddają to, co lubię. Dzięki tej selekcji, uświadomiłam sobie, jakie tak naprawdę są moje modowe upodobania. W czym czuję się dobrze i jakie rzeczy zdecydowanie do mnie nie pasują.





Nie lubię nadruków, wzorzyste ubrania wkładam bardzo rzadko. W mojej szafie dominują stonowane kolory - biel, czerń, szarość, beż, bardzo lubię też burgund, pojawia się również kolor khaki, granat i trochę czerwieni. Inne barwy trafiają się sporadycznie.Jeśli chodzi o biżuterię - również preferuję minimalizm. Nie lubię pierścionków. Przeważnie ograniczam się do naszyjnika - i wtedy rezygnuję z kolczyków. Jeśli jednak przyozdabiam czymś moje uszy, są to wkręcane perełki. Noszę też zegarek, a czasem jakąś delikatną bransoletkę. 
Szaleństwo, jakie uwielbiam, to kolorowe usta. Intensywna fuksja, czerwień, głęboka wiśnia, to zdecydowanie moje klimaty.



Uwielbiam zakolanówki, które dodają charakteru stylizacji, ponadto lubuję się w spódnicach ołówkowych. Jeans także jest stałym elementem mojej garderoby - shorty, rurki, kamizelka czy kurtka - jestem na TAK. Poza tym strasznie podobają mi się delikatne topy bez nadruków, ale o ciekawym kroju - jako przykład może posłużyć prawe dolne zdjęcie z powyższego kolażu. Jeśli chodzę w spodniach, to raczej są to rurki. Najfajniej, gdy mają podwyższony stan.


W kwestii obuwia, preferuję klasyczne conversy, skórzane botki o prostym kroju, baleriny, a latem sandałki. Choć ostatnio, bardzo lubię wkładać moje obcasy zapinane w kostce (notabene, jedyne, jakie posiadam) Nie wyobrażam sobie mojej szafy bez ramoneski, kardiganów i żakietów. Oversize to coś, w czym dobrze się czuję. Chodzę w sukienkach, ale nie lubię tych dziewczęcych, z falbankami. Wolę bardziej seksowne (ale nie wyzywające czy wulgarne - tego się brzydzę).
No i koszule. Zwłaszcza biała i błękitna. Ale posiadam też wersję w czerwono-czarną kratę. 

A jak wyglądałaby Wasza mapa stylu?



wtorek, 1 września 2015

W dżungli codzienności

Beata Pawlikowska - przykład osoby, która jest świadoma. Świadoma podjętych wyborów, decyzji, siebie.
Bardzo cenię sobie takich ludzi. Ludzi, którzy patrzą na świat w pozytywny sposób, koncentrują się na doświadczaniu, starają się budować coś dobrego. Którzy mają przemyślenia, coś do powiedzenia, żyją z pasją, pasjonują się życiem.
Ludzi, którzy mimo różnych zawirowań, przykrych doświadczeń, chorób, potrafią podźwignąć się, uśmiechnąć i wziąć odpowiedzialność za swoje życie.

Właśnie jestem po lekturze książki "W dżungli codzienności" - zawiera ona felietony, listy od czytelników wraz z odpowiedziami, żółte kartki z krótkimi tekstami i rysunkami. Moim zdaniem - świetna. Autorka przekazuje swoją mądrość życiową innym, i jestem pewna, że wielu bardzo pomogła. Oczywiście, są kwestie, w których mój pogląd jest odmienny. Niemniej jednak, holistycznie, książkę oceniam na 10/10. Język, jakim jest napisana, jest prosty i przyjemny w odbiorze - ale wiadomo - proste słowa nie wystarczą, żebyśmy coś zrozumieli. Czasami trzeba otworzyć duszę.








Spójrzcie pozytywnie na otaczający was świat. Zamiast skupiać się na ograniczeniach, dostrzeżcie możliwości. To moje motto życiowe. A przede wszystkim - wyeliminujcie zawiść, która zżera was od środka. 

Dobrego dnia :)