wtorek, 25 sierpnia 2015

kombinezony

Zakochałam się! Beznadziejnie, bezgranicznie i chyba na całe życie! Przedmiotem moich uczuć stały się kombinezony, które pokochałam od pierwszego włożenia.
Zupełnie straciłam dla nich głowę. Na razie posiadam trzy - dwa z długimi nogawkami i jeden w wersji ekstremalnie letniej - gołe plecy + krótkie nogawki + intensywnie pomarańczowy kolor. Czuję, że do mojej kolekcji w przyszłości trafi jeszcze kilka egzemplarzy.
Jedyny minus tego wynalazku pojawia się na imprezach, kiedy po wypiciu napoju okraszonego procentami, chodzimy do łazienki częściej niż zwykle... ;)




Miłego wieczoru :)

niedziela, 23 sierpnia 2015

SWAP

Miałam wczoraj przyjemność uczestniczyć w pewnym wydarzeniu.
Mianowicie, był to SWAP (ang. wymiana) organizowany przez vinted (strona internetowa, na której można sprzedawać ubrania i wymieniać się nimi). To spotkanie entuzjastek mody na powierzchni kilkudziesięciu metrów kwadratowych pełnej wieszaków bardzo przypadło mi do gustu. Oprócz oczywistej zalety, jaką jest możliwość upolowania prawdziwych perełek, istotną sprawą jest styl, jaki prezentują vintedzianki! Można się zachwycać i inspirować. 

Moje odczucia są bardzo pozytywne. Świetna organizacja, klimatyczne miejsce, dobra oprawa muzyczna i przemiłe osoby.
Oczywiście wzięłam ze sobą aparat (nie byłabym sobą, gdybym tego nie zrobiła), poniżej kilka zdjęć z imprezy.












Brał ktoś z Was udział w takim wydarzeniu? Jak wrażenia? :)



środa, 19 sierpnia 2015

niewidoczne gołym okiem

Bielizna - temat często pomijany w kompletowaniu garderoby, co uważam za ogromny błąd. Nie ma nic gorszego niż widok pięknie ubranej kobiety w zbyt obcisłych majtkach, które opinają pupę w taki sposób, że zamiast dwóch pośladków - powstają cztery. Kolejna wizualizacja: dziewczyna nerwowo poprawiająca stanik, który podczas poruszania się "podjeżdża" w górę. Znany obrazek, prawda?
Źle dobrana bielizna to problem wielu kobiet. Biustonosze z bazaru w nieodpowiednim rozmiarze, pidżama ze spraną aplikacją, w której śpimy od czasów liceum, rajstopy, w których poszło oczko i skarpety, w których stopa poci się niemiłosiernie. Bielizno-horrorów można wymieniać bez końca.
Ani to estetyczne, ani wygodne. Po co się tak męczyć?

Osobiście dużą wagę przywiązuję do tego, co znajduje się pod moim ubraniem. Świadomość, że jest to coś ładnego, to naprawdę przyjemna sprawa. Podstawą tutaj jest odpowiedni rozmiar, który zapewni komfort noszenia, a także materiał, z jakiego dany element tej części garderoby jest wykonany. Spanie w poliestrowej koszuli nocnej, która nie przepuszcza powietrza, nie należy do miłych doświadczeń. :)

Dzisiaj rynek oferuje szeroką gamę produktów - figi, stringi, majtki bezszwowe, cięte laserowo, biustonosze usztywniane, miękkie, bardotki, push-up'y, bielizna modelująca - każdy znajdzie coś odpowiedniego. Drogie kobiety - wykorzystajcie to! Przede wszystkim dla siebie - bo kto jest ważniejszy od ciebie samej? Jeśli nie spodobasz się sobie - inni również nie dostrzegą twojego piękna.

Poniżej zdjęcie z kampanii Rilke (Młoda polska marka, której szczerze kibicuję. Założycielką jest Rilla Pawlaczyk pochodząca z Bydgoszczy, a jej projekty są niezwykle kobiece i eteryczne)

PS. jedynym skutkiem ubocznym zadbania o tę bardziej intymną część garderoby będzie fakt, iż twój facet oszaleje ;)

niedziela, 16 sierpnia 2015

Trójmiasto

Trójmiasto ma w sobie szczególną moc przyciągania. Zjawiam się tam tak często, jak tylko mogę. Aktualnie również się tu znajduję.
Krótka fotorelacja z pobytu w woj. pomorskim.





























Oj, wyszła "krótka" inaczej :)

niedziela, 9 sierpnia 2015

what brings me joy #2

Od pierwszego posta z serii "what brings me joy" minęło już trochę czasu, więc najwyższa pora na aktualizację.
Co sprawia, że na mojej twarzy pojawia się uśmiech, co ułatwia mi życie? Niektóre rzeczy/czynności są ze mną od dłuższego czasu, inne odkryłam całkiem niedawno. Zapraszam na wyprawę w poszukiwaniu takich skarbów :)

1) Jazda samochodem - zarówno jako kierowca, jak i pasażer. Uwielbiam to. Nie chodzi tu tylko o przemieszczanie się z punktu A do punktu B, ale o jazdę samą w sobie, pozbawioną celu podróż.



2) Kolejną rzeczą, po części związaną z punktem poprzednim są okulary przeciwsłoneczne. Nie wyobrażam sobie prowadzenia pojazdu bez nich. Ale nie tylko wtedy są potrzebne - niezbędne są każdego słonecznego dnia. Podstawą jest dobra ochrona przed słońcem w postaci filtrów UV, czy polaryzacji (idealne dla kierowców). Zadaniem okularów jest nie tylko urozmaicenie stylizacji, ale przede wszystkim ochrona oczu. Zamiast kolejnej pary ze straganu, warto więc zaopatrzyć się w coś porządniejszego.


3) Skoro już napomknęłam o słońcu, wspomnę o produkcie, który przydaje się w upalne dni. Jest to suchy szampon do włosów, który pomaga w szybkim odświeżeniu skóry głowy (która latem poci się o wiele szybciej niż w inne pory roku, a wydzielanie łoju się zwiększa). Mimo wszystkich jego zalet, zastąpienie zwykłego szamponu wersją "suchą" nie byłoby najmądrzejszym rozwiązaniem. 
Ja używam wersji dla brunetek, żeby zniwelować efekt białego proszku u nasady.



4) Kontynuując temat włosów, dodając do niego cerę, nie sposób nie napisać o tabletkach BIOTEBAL, które są niczym innym jak biotyną zamkniętą w malutkiej, okrągłej formie. Stosuję je od miesiąca i mają zbawienny wpływ zarówno dla mojej skóry, która lubi sprawiać problemy, jak i dla włosów, które były strasznie osłabione i wypadały w zdecydowanie zbyt dużych ilościach. Już po 30 dniach widzę ogromne efekty - włosy zrobiły się grubsze i praktycznie nie wypadają, a cera wygląda świetnie. Kosztują około 35zł (w aptekach internetowych można dostać trochę taniej), a działają cuda.



5) Łódka - czy jest coś przyjemniejszego niż pływanie łódką w gorące popołudnia? (byle nie w "najostrzejsze słońce"!) 





Enjoy your life.



wtorek, 4 sierpnia 2015

slow fashion

Niecały rok temu nastąpił przełomowy moment w moim życiu (jeden z wielu, ponieważ ostatnie 12 miesięcy obfitowało w "przełomowe wydarzenia").
Mianowicie, stanęłam przed szafą z codziennym dylematem "co na siebie włożyć?". Mimo tego, że ubrania dosłownie wysypywały się z półek, dobranie stylizacji do okazji było nie lada wyzwaniem. Na szczęście szybko połapałam się, gdzie popełniłam błąd, co powinnam zmienić, jakie towarzyszące mi nawyki trzeba wyeliminować, a czym je zastąpić. Zniszczone ubrania, nie nadające się do noszenia, unicestwiłam, a te, które były w niezłym stanie - wydałam lub sprzedałam. Stworzyłam listę rzeczy, których będę potrzebować i systematycznie (proces ten jeszcze trwa) uzupełniam braki. Moda nigdy nie była dla mnie ślepym podążaniem za trendami, więc moim problemem nie było to, że w mojej szafie znajdowała się odzież charakterystyczna dla danego sezonu. Kłopotem była zbyt duża ilość kiepskiej jakości ubrań bardzo podobnych do siebie (nierzadko kupionych pod wpływem impulsu), no i, oczywiście sentymentalizm (z tym najtrudniej było mi się uporać).
Joasia Glogaza, autorka bloga StyleDigger.com, napisała na ten temat całą książkę. Pewnie wiele z Was już o niej słyszało. "Slow Fashion. Modowa rewolucja" dla mnie to przede wszystkim świetne źródło merytorycznej wiedzy na temat materiałów, cenne wskazówki odnośnie poszukiwań własnego stylu, zakupów czy pielęgnacji odzieży.
Dzięki tej książce uświadomiłam sobie, co tak naprawdę lubię nosić. Wcześniej była to dla mnie wiedza czysto intuicyjna, teraz jest to w pełni świadoma kwestia.
Jeśli jeszcze nie czytałyście, to zachęcam. Otwórzcie się na nowe doznania :)