wtorek, 24 maja 2016

what brings me joy #8

Ostatnio różnego rodzaju umilaczy i odkryć jest więcej. Może dzięki pięknej pogodzie? A może winny temu jest magiczny pierwiastek unoszący się w powietrzu? Chyba za bardzo popłynęłam, więc przejdźmy do meritum.

1. Woda. Sporo wody. Mineralnej. Ale od początku. Zawsze piłam baardzo dużo herbaty i kawy. Tym sposobem wypłukiwałam sobie z organizmu wszystkie minerały, a tych braków, o zgrozo, nie uzupełniałam. Na szczęście poszłam po rozum do głowy i odkryłam wspaniałą moc wody mineralnej. Stan cery, a właściwie skóry, jest nieporównywalnie lepszy. Fajnym dodatkiem, na przykład do porannej szklanki wody, jest cytryna. Trzeba tylko uważać na to, co dostajemy w butelce. Wybierajmy wodę mineralną, nie źródlaną. Dla mnie optymalna jest wersja średniozmineralizowana.

piątek, 20 maja 2016

Le no make-up look, czyli lekcje Madame Chic w praktyce

  Przeczytałam ostatnio książkę "Lekcje Madame Chic" autorstwa charyzmatycznej właścicielki bloga The Daily Connoisseur - Jennifer L. Scott. Pewnie niejedna z Was już wcześniej natknęła się na ten tytuł. Ba! Nawet przeczytała od deski do deski. 
    W moje ręce ta pozycja wpadła dopiero niedawno. Streszczanie nigdy nie było moją mocną stroną, dlatego o samej książce powiem tylko trzy zdania. Naprawdę miło się ją czyta - będzie idealna, jeśli chcemy się zrelaksować po ciężkim dniu. Autorka zwraca uwagę czytelnika na to, co już powoli umiera śmiercią naturalną, a przecież jest tak cenne: kultura, maniery, relacje. Na 256 stronach zawarte są wskazówki dotyczące szeroko rozumianego życia codziennego - począwszy od przygotowywania posiłków (i jedzenia ich w najlepszej zastawie!), relacji w rodzinie oraz relacji z ludźmi w ogóle, przez ubiór, na makijażu kończąc. 
    Ja chciałabym w dzisiejszym wpisie wziąć pod lupę ten ostatni aspekt, czyli kwestię makijażu. A konkretniej "Le no make-up look", czyli makijażu, który udaje, że go nie ma :).


wtorek, 17 maja 2016

nie mam się w co ubrać, czyli #look of the day

Ostatnimi czasy bardzo lubię ten żakieto-płaszczyk, jest idealny na tę porę roku - rano, gdy jest chłodniej, narzucam go na siebie, a po południu bez problemu mogę schować do torby (jest lekki i zajmuje niewiele miejsca, a przy tym się nie gniecie). :)